Moje dziecko chce się zabić? – Co robić?!

zdj tel 11.2017 407

Przyszła do mnie zdesperowana mama 10 latka. Znalazła w jego pokoju pomięta kartkę z napisem: Chciał bym się już zabić.

Czy to poważny problem? Czy raczej huśtawka nastrojów dziecka?

Nikomu nic nie powiedział, jest raczej zamknięty w sobie i bardzo uparty. Nie zwierza się z problemów. Tylko z jednego przedmiotu ma bardzo złe oceny i złe relacje z nauczycielem to plastyka. Z reszty przedmiotów uczy się dobrze. Jest lubiany, w klasie. Raczej nie ma konfliktów z rówieśnikami. Relacjonuje mi jego Mama.  W domu wymaga się od niego by się dobrze uczył, rodzice bardzo stawiają na edukację. Dodatkowo chodzi na basen i ma korepetycje z angielskiego. Chcą z niego być dumni, więc inwestują by mu pomóc w nauce. W domu jest nacisk by był najlepszy i miał same piątki, bo tylko dzięki temu do czegoś dojdzie w życiu.

Ocena z plastyki może zaważyć na tym, że nie będzie miał świadectwa z paskiem, wiec mu rodzice suszą głowę by się przykładał.

Mama przyjechała z dzieckiem na sesje, ale prosi by mu nie mówić, że ona znalazła tą kartkę.

Każda emocja dziecka jest bardzo ważna nawet, jeśli nam się wydaje, że to błahostka. Dla niego to może oznaczać koniec świata. Nie ważna jest nasza ocena, ważne jak dziecko do tego podchodzi.

Np.: Wyobraźmy sobie nastolatkę, którą zostawił właśnie jej pierwszy chłopak, jej wielka miłość. Patrząc z boku nic wielkiego się nie stało, nie pierwszy i nie ostatni. Jest młoda, śliczna znajdzie sobie fajniejszego, bo to jakiś truteń był i tyle. Tylko dla niej to koniec świata, nie wyobraża sobie życia bez niego, niby jak ma teraz pojawić się w szkole skoro wszyscy wiedzieli, że był z nią, a teraz paraduje z inną. W tym momencie wolałaby zapaść się pod ziemie niż przeżywać te emocje. Oby się tylko nikt nie dowiedział, oby na mnie tak nie patrzeli. Zrobi wszystko by odciąć się od tej emocji. Tą emocją wcale nie jest zranione serce, ani zdradzona miłość.  Ta sytuacja z miłością wbrew pozorom nie ma nic wspólnego. Emocją dominującą w tym opowiadaniu jest Wstyd.

Wstyd – który w nas narasta i się kumuluje, może prowadzić do bardzo niskiej samo oceny, do samookaleczeń a w skrajnych przypadkach nawet do samobójstw.

Nie wiedziałam czy ten chłopiec się przede mną otworzy, ale wiedziałam, że należy z nim popracować z samoakceptacja i wstydem.

Chłopiec się otworzył dopiero po sesji, gdy zrozumiał, że wszystko z nim ok, że ma prawo do swoich emocji i do ich wyrażania. Nie ma w emocjach nic złego dopóki ich nie kumulujemy. Wszyscy je odczuwamy, nie ma ani jednej osoby bez wyjątku, która nie czuła by w sobie złości, lub nie była kiedyś czymś zawstydzona. To normalne.

W Maćku narastała złość na matkę, którą mimo to bardzo kochał.

Opowiada mi swój punkt widzenia chłopiec po sesji: Rodzice każą mu się przykładać do malunków i wycinanek. A on nienawidzi malować ani wycinać uważa, że to głupoty i do niczego mu się nie przydadzą. Celowo nie nosi do szkoły bloków i wycinanek, by na lekcji nie miał, czym pracować. Woli w tym czasie poczytać książkę. W domu za jedynkę z plastyki jest awantura, jest mu przykro, że zawiódł rodziców. Myśli, że jak nie będzie ładnie malować to przestaną go kochać. Oni zawsze we wszystkim są najlepsi, a on jest beznadziejny i nie potrafi namalować nic ładnego nawet jak najbardziej się stara na świecie. Przerasta go to, wstydzi się swojego rysunku, więc żeby klasa się z niego nie śmiała woli nic nie namalować. Nienawidzi plastyki, może dostawać 1 z prac, potem ze sprawdzianu dostanie 5 i i tak zda na koniec. Tylko rodzice są strasznie zawiedzeni, nie potrafi ładnie malować i wycinać wiec już go nie kochają tylko się go wstydzą. Przynosi wstyd całej rodzinie, lepiej by było jakby go nie było.

To mądry, śliczny utalentowany chłopiec. Utalentowany w wielu dziedzinach, no Matejko raczej z niego nie będzie, ale co z tego. Powinniśmy wspierać dziecko w jego mocnych stronach i pokazywać, że każdy ma słabe punkty. To normalne, nikt nie jest najlepszy we wszystkim. Czy świetny kucharz będzie dobrym tancerzem, pływakiem i malarzem? Nie, jest mistrzem w swojej dziedzinie, dlatego, że doskonalił ta jedną dziedzinę zaniedbując wszystkie inne. Gdy chcemy być dobrzy we wszystkim nie osiągniemy mistrzostwa w żadnej dziedzinie.

Wmawianie dziecku, że musi być najlepszy i mieć same piątki ze wszystkiego nie przyniesie dobrych rezultatów. Dziecko skupia się na wyniku, a nie na tym, co lubi. Powinno skupić się na swojej pasji, na tym, co sprawia mu przyjemność, a jeśli chodzi o resztę to postarać się o ocenę pozytywną, nie poświęcając temu większej uwagi.

Czy ten chłopiec postępował właściwie? Nie, on ignorował kompletnie przedmiot, nawet nie dając minimum wysiłku, czy nawet udając, że się stara. Robił to z lęku przed wyśmianiem i wstydem, który potęgowali jego rodzice. W czasie sesji pozbyliśmy się tego lęku i wstydu.

Bez tytułu

Chłopiec zrozumiał, że większość chłopców maluje i wycina tak jak on.  Nie chodzi oto by była to praca konkursowa, tylko by zrozumiał technikę wycinania czy posługiwania się pędzlem. Pani widząc zaangażowanie w pracę to zaangażowanie będzie oceniała, a nie efekt końcowy. Większość dzieci tak maluje jak on, albo jeszcze gorzej, niewiele jest osób z talentem artystycznym i nie ma, co się do nich porównywać.

Najgorsze błędy rodziców, wpływające na niska samoocenę u dziecka:

  1. Najgorzej jest wtedy, gdy dziecko się bardzo stara zrobi coś najlepiej jak potrafi, a my go wyśmiejemy lub stwierdzimy, że stać cię na więcej. Jest wtedy załamany, bo to było wszystko, na co było go stać.
  2. Następnym częstym błędem rodziców, jest pokazywanie dziecku, jacy to jesteśmy wspaniali i nieomylni. Opowieści w stylu ja w twoim wieku to….
  3. Wmawianie dziecku, że musi być najlepszy we wszystkim, mieć same piątki, bo inaczej do niczego nie dojdzie w życiu.

Dziecko tworzy w swoich oczach niedościgniony ideał rodziny, do której nie pasuje i nigdy im nie dorówna. W głowie powstaje myśl jestem gorszy, nie pasuje tu. To droga do niskiej samooceny. Od takiego dziecka często usłyszymy stwierdzenie: jestem głupi.

To już sygnał dla nas, że robimy coś nie tak i nasze dziecko ma problem z samoakceptacja.

Na całe szczęście bardzo łatwo ten proces odwrócić. Wystarczy tylko przepracować wstyd i lęk popracować z dzieckiem nad samoakceptacja i wszystko wraca do normy.

 

Pozdrawiam Wszystkich z Miłością

Aga

 

 

 

Bajka: Czym się różni Księżniczka od służącej?

Czym się różni Księżniczka od służącej?

Pewnego dnia służąca po pracy w domu rozpalała ognisko by potem przygotować strawę dla swojego męża, który wyruszył na polowanie z innymi rycerzami.

Gdy mąż wrócił okazało się, że nie przyniósł mięsa dzika, tylko małego zdechłego zająca. Dzień, jak co dzień zresztą. Służąca westchnęła tylko ciężko, jak mam z tego zrobić strawę dla tylu osób zapytała po cichu samą siebie?

Służąca, była rozczarowana, ale nie chcąc robić przykrości mężowi udała, że się cieszy. Oprawiła zająca wstawiła do gotującej wody i poszła po zbierać ziół i grzybów. Gdy je nazbierała poszła do księżniczki by wymienić je na trochę sadła i mięsa dzika. Tamta podziękowała za zioła, jagody i grzyby i poszła na wspólną zabawę.

Służąca dopiero teraz mogła dokończyć zupę by nakarmić wszystkich domowników, męża i dzieci i zabrać poczęstunek na wspólne ognisko. Maż przy tym siał opowieści, jaki on jest wspaniały, że zajmował się dziećmi, gdy ona chodziła po wsi.

Służącej było przykro, że mąż nie docenia jej starań by strawa była pożywna i smaczna.

Na wspólne ognisko kończące polowanie poszli wszyscy razem. Księżniczka była piękna i zbierała pochwały dotyczące jej urody i wdzięku.

Służąca nie miała nawet czasu umyć głowy po pracy i zbieraniu ziół, handlowaniu i robieniu pospiesznie pożywnej zupy.

Mąż opowiadał za to po raz setny jak kiedyś znalazł dzika i przyniósł go do domu, jaki był wielki ten dzik, jak on przy nim się prezentował, jakie miał nogi kopyta, jakie grube sadło, jakie duże serce w środku. A jego żona jak zwykle przygotowała ciągle ta samą zupkę, niczego nie potrafi zrobić dobrze. A on by to zjadł taki gulasz lub stek. Księżna to jest dopiero dobra gospodyni i do tego jeszcze jak wygląda, a moja to się nawet uczesać nie potrafi.

Służącej było przykro, bo brzmiało to tak jakby teraz przyniósł tego dzika, a było to 10 lat temu raz mu się zdarzyło. Przypadkiem na niego trafił, bo dzik miał siły i uciekał po tym jak dostał strzałą, padł za rzeczką i psy go nie wywęszyły. Taki dumny go przytargał, wszyscy we wsi go wtedy podziwiali. Służąca jego żona też pękała wtedy z dumy. Teraz za to, aby nikt nie widział, że płacze uciekła do lasu i zapłakała pod stara wierzbą.

Było jej strasznie przykro i wstyd za to, co maż o niej opowiadał, wolałaby się zapaść pod ziemię.

Nagle usłyszała głos!

Dlaczego płaczesz dobra duszyczko?

Rozejrzała się dokoła? Nikogo nie było? Tylko liście starej wierzby kołysały się na wietrze.

Usłyszała znowu pytanie:, Dlaczego płaczesz dobra duszyczko?

Dopiero teraz służąca się zorientowała, że to wierzba do niej mówi. To ty potrafisz mówić? Zdziwiła się służącą!

O! Ty też potrafisz? Zdziwiła się wierzba, a od 15 minut tylko chlipiesz i chlipiesz stwierdziła wierzba.

Oczywiście, że potrafię stwierdziła służąca.

To, dlaczego Cię tak dziwi, że i ja potrafię, mówię tylko nie każdy chce mnie usłyszeć.-Usłyszała w odpowiedzi od wierzby.

Nie odpowiedziałaś mi na pytanie dobra duszyczko.

Służącą opowiedziała, jaką maż jej sprawił przykrość na ognisku przy wszystkich ze wsi i jak jej jest z tego powodu wstyd. Czuje, ze jestem taka beznadziejna szczególnie przy tej księżniczce.

Wierzba pomyślała zaszumiała- teraz mi się przy pomniało, powiedziała, ze kiedyś na tej polanie była księżniczka, jak jeszcze była panienką, a ja byłam smuklejsza. O jak ja byłam wtedy wiotka i smukła zamyśliła się wierzba. Przyszedł wtedy do tej panienki pewien rycerz i przyniósł upolowane 4 dorodne zające. Panienka ta, się obruszyła i nie chciała nawet z nim rozmawiać.

-Co z Ciebie za rycerz? Jeśli nie potrafisz upolować dzika lub jelenia!-Powiedziała.

Złapała te zające i tłukła go po głowie, aż uciekł ze wstydu, a ta cisnęła tymi zającami za nim, strasznie krzyczała, jaki to z niego niedojda. Uśmiałam się wtedy w duchu do łez. A ona nie mogła wyjść z oburzenia jak mógł mieć czelność przyjść do niej z takim marnym łupem.

Późnym popołudniem wrócił z dorodnym jeleniem, opowiadał za to jak ciężko go było upolować, jak musiał po cichu skradać się w błocie, a potem tropić go przez wysokie krzewy, ile razy mu znikł z oczu, jak ciężko go było wypatrzeć, ale rycerz się nie poddał i w końcu udało mu się go upolować.

Ciągle opowiadał jak ciężko go było upolować, ile razy upadł, tracił nadzieje i na nowo się skradał.

Ani razu za to nie wspomniał, jaki ten jeleń był duży i dorodny, nie musiał tego opowiadać, bo go wszyscy widzieli u jego stóp.

 

A ty jak przywitałaś swojego rycerza, który przyszedł z marnym łupem?

Przywitałaś go jak księcia? Czy niedojdę?

Widzisz, jaka jest różnica miedzy twoja reakcją, a tej panienki, która stała się potem księżniczka.

Jesteście takie same, tylko reagujecie inaczej na te same wydarzenia.

To ty zdecydowałaś się na rolę służącej w swoim życiu, godzisz się na byleco Ci twój marny rycerz przyniesie. Po co ma się starać jak ty i tak będziesz zadowolona. On daje minimum wysiłku, a ty potem pracujesz za niego i za siebie.

Gdyby ta panienka, przyjęła tego rycerza za pierwszym razem, musiała by się na starać by wyżywić wszystkich gości, dodatkowo nazbierać ziół, grzybów by zrobić dobry gulasz. Ona wymagałaby przyniósł dzika lub jelenia, wtedy z łatwością zrobi strawę i będzie mogła cześć mięsa od sprzedać za grzyby i zioła. W tym czasie, gdy służące zbierały grzyby i zioła dla niej, ona miała czas by zadbać o siebie, wykapać się, ładnie ubrać. Wtedy wyróżniała się z tłumu, była wypoczęta.

Wyróżniała się, tylko, dlatego, ze potrafiła na wstępie określić swoje wymagania. Nie zadawalała się byle, czym.

Nie płacz, tylko zmień swoją reakcje na początku swojej historii, a wtedy jak pójdziesz inna drogą znajdziesz zupełnie inne zakończenie.

 

A ty, kim jesteś w swoim życiu drogi czytelniku Księżniczką czy służącą?

Jak powinna zachować się służąca na początku tej historii?

Czy teraz już wie, gdzie popełniała błąd, czy jutro zachowa się inaczej?

Czy dziś może zdecydować by już przestać być służącą?

 

 

Mąż pije i ciągle mnie krytykuje!

Ta opowieść to niemy krzyk rozpaczy zastraszonej, zdesperowanej, bezsilnej kobiety.

filharmonia 004

Wanda jest mamą dwójki dzieci i ma męża, który pije, ale ona docenia to, że z nią jest. Wanda pracuje na dwóch etatach by związać koniec z końcem. Mąż zarabia dorywczo od czasu do czasu, ciągle go nie ma w domu. Niby wychodzi do pracy wraca późno, często podpity tylko pieniędzy jakoś nie widać. Do Wandy ma ciągle pretensje, że okropnie wygląda, że dzieci niedopilnowane, że w domu brudno, że na obiad tylko zupa. Ciągle ja krytykuje, pokazuje palcem, co powinna zrobić lepiej. W domu w niczym jej nie pomaga, bo od tego jest kobieta. Wanda bardzo chce by ich dzieci miały pełną rodzinę, opowiada mi jak mąż ich bardzo Kocha. Wie o tym, bo często dzieciom to mówi, ale nic przy nich ani z nimi nie robi.

Jest jej ciężko, jest zła na męża, że nic nie robi w domu, że często przepija zarobione przez siebie pieniądze, a wtedy wyciąga jeszcze od niej na fajki i piwo. Nie interesuje go czy wystarczy dla dzieci na mleko i chleb. Dzieci ubiera tylko dzięki serdeczności sąsiadów, którzy oddaja jej rzeczy, z których ich dzieci wyrosły. Mąż, gdy przychodzi do domu wypity to strasznie marudzi, ale nie jest agresywny w stosunku do dzieci- opowiada.

Czy jesteś szczęśliwa? Pytam.

Jest Wandzie ciężko, jest przemęczona, zrezygnowana, często jest jej przykro i płacze z bezsilności.

Cieszy się, że ma dzieci i przystojnego męża, który ich Kocha. Zawsze tego chciała. Ale nie czuje się szczęśliwa. Wszystko wkoło, jej życie ją przerasta, nie ma siły wykrzesać z siebie energii.

Dzieci jej nie słuchają, buntują się, nie ma już do nich siły. Chciałaby, aby jej mąż przestał pić, by zaczął pracować normalnie na etacie i zaczął przynosić pensje do domu. Wtedy było by jej lżej. Teraz jest w potrzasku, przygnębiona, szara, zmęczona bez energii, radości życia.

Czy można to zmienić?

Co powinna zrobić Wanda?

Aby przejść z punktu A do B, najpierw musimy wiedzieć gdzie jesteśmy. Ta wiedza to punkt odniesienia, dzięki której wiemy, w którą stronę się udać by dojść tam gdzie chcemy.

Zanim zaczniemy rozwiązywać jakikolwiek problem.

Najpierw trzeba popatrzeć na siebie z boku.

Zanim odpowiem na wcześniej zadane pytania opowiem wam i Wandzie bajkę. To najlepszy sposób by popatrzeć na swoje życie z boku. Morał z niej jest odpowiedzią na wszystkie pytania.

Bajka nosi tytuł:, Czym różni się Księżniczka od służącej?

Bajkę wstawie w następnym poście.

Pozdrawiam wszystkich z miłością

Aga

 

Jak przyciągnąć do siebie miłość?

Jak przyciągnąć do siebie miłość? Taka prawdziwą!

cropped-urodziny-003.jpg

Jak odkryć, co to właściwie jest ta miłość jak ją poczuć? Jak znaleźć coś i poczuć, czego się nigdy nie miało?

Trafia do mnie na terapie Tereska. Pani, która świetnie zarabia, ale nie ma szczęścia do miłości. Rozpadł się właśnie kolejny jej związek, czuje się wykorzystana, zdradzona i oszukana. Jest w depresji z tego powodu. Partner naciągnął ją finansowo, żeby nie powiedzieć brutalnie, że okradł ją. Wcześniej ją oszukiwał i zdradzał, a ona ciągle mu wybaczała. Jest załamana, zastanawia się, co z nią jest nie tak?

Te problemy są dość powszechne. Dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą drogi czytelniku, moimi przemyśleniami z sesji na ten temat. Mam nadzieję, że dzięki temu tak jak Tereska i ty przyciągniesz do siebie prawdziwą miłość.

Gdy nie wiemy, co to miłość zawsze powinniśmy się kierować szacunkiem. Tam gdzie nie ma szacunku tam też nie ma i miłości.

Żeby wzbudzić do siebie szacunek, najpierw trzeba uwolnić gniew. Bez tej emocji, bez przyzwolenia sobie na odczuwanie gniewu nie wzbudzimy szacunku u nikogo.

Akceptacja wszystkich emocji, które w nas powstają to dar i tylko od nas zależy, co z nim zrobimy. Wypierając jakąś emocje wypieramy cześć siebie. Nie zależnie, którą czy to gniew, smutek, czy miłość.

Miłość też bardzo mocno wypieramy. Jak to spytacie jak można wypierać się miłości?

Można, gdy nazywamy związek miłością i kończy się on rozczarowaniem. Wtedy miłość kojarzy nam się z bólem. Jesteśmy wstanie więcej zrobić by uniknąć bólu niż by nas spotkała radość. Często ból jest tak silny, że go wypieramy i zamykamy się na związki na relacje z innymi ludźmi z lęku przed rozczarowaniem.

Tak naprawdę nie miłość nas boli tylko to rozczarowanie.

U Tereski Lęk przed rozczarowaniem jest bardzo silny. Robimy sesje by pozbyć się leku i otworzyć na szacunek i miłość.

Rozczarowanie jest bardzo silna emocja budząca lek. Wywodzi się z oczekiwań i życiem w przyszłości a nie tu i teraz. To miejsce, w którym coś sobie wyobrażamy, czyli przyszłość powoduje rozczarowanie. Bo wpływ mamy tylko na teraźniejszość. Związek oparty na takich mrzonkach nie ma nic wspólnego z miłością. Mrzonka zawsze się będzie kończyć rozczarowaniem.

Wtedy najczęściej jedna ze stron marzy, żyje iluzja i mówi się, że jest zakochana. Tak naprawdę to zauroczenie, które sama sobie wymyśliła, nawet nie widzi, jaki obiekt jej westchnień jest naprawdę. Zakochuje się w wyobrażeniu o danej osobie. Mówimy wtedy, że taka osoba jest zakochana bez wzajemności. Taka postawa nie ma nic wspólnego z miłością.

Taki związek zawsze się będzie kończył rozczarowaniem.

Tam gdzie jest miłość jest szacunek i nie ma oczekiwań, co do drugiej osoby.

Jak to mam od partnera nic nie oczekiwać? -Spytała mnie Tereska.

To oczekiwanie, że osoba będzie się zachowywała w stosunku do nas w konkretny sposób zabija szacunek i miłość, a na koniec rodzi rozczarowanie. A nie miłość sama w sobie. Miłość jest czysta szlachetna.  Jeśli chcesz kochać to nie oczekuj. Musisz mieć radość w oku i w sercu z przebywania z daną osobą tu i teraz bez oczekiwań.

Jak jesteś z kimś i wyobrażasz sobie, jaki będzie was dom, wasze dzieci, jak wejdziesz ze swoim ukochanym do koleżanek a on będzie elegancko ubrany, jakie na nich zrobi wrażenie – to są mrzonki. To twoje oczekiwanie, co do tej osoby.

Jeśli chcesz spotkać prawdziwa miłość to żyj chwila obecna tu i tera i nie oczekuj.

Nie wierze w taką miłość? Stwierdza Tereska.

A w jaką miłość wierzysz? Pytam. Pada prosta odpowiedź: W miłość matki do dziecka wierze.

Czy jak dziecko przychodzi na świat to oczekujesz od niego ze będzie się zachowywało w odpowiedni sposób?

Będzie ładnie spało jadło i robiło wrażenie na dziadkach i koleżankach. Czy jak zachowuje się inaczej? Płacze po nocach, nie chce jeść ma kolki, a jak przyszli dziadkowie to ulała na nowy garnitur dziadka, to przestaniesz je kochać.

No nie?

To, dlaczego wobec mężczyzn postępujesz inaczej?

To działa tak samo.

Zastanów się jak twoje dziecko zacznie chodzić do szkoły to mu mówisz masz mieć same piątki i być najlepszym sportowcem, bo inaczej nie będę cię kochać?

Czy dziecko, któremu tak postanowiono wymagania, po nieudanej klasówce czy zawodach będzie chciało wrócić do takiego domu?

Czy raczej wolałoby zapaść się po ziemie i uciec gdzie pieprz rośnie?

Przez oczekiwania zabijamy w dziecku jego wewnętrzna wartość, przy pierwszych niepowodzeniach będzie czuło, że jest nikim.

Czy raczej pomagasz mu w problemach i jesteś wsparciem, bo kochasz go za to, że jest. Chcesz by twój dom był dla niego ostoja bezpieczeństwa i miłości, by szedł w świat i się realizował, by niepowodzenie traktował jak przeszkodę do celu, by spełniał marzenia. Jego szczęście jest twoim szczęściem.  Kochasz go za to, że jest, a nie za to by spełniał twoje oczekiwania. Oczekiwania zabijają radość, szacunek do samego siebie i miłość.

Co do mężczyzn powinno być tak samo. Powinnaś widzieć go takim, jaki jest, z jego wadami, a i tak go kochać mimo jego wad. Najpierw musisz zauważyć wady tej osoby i sprawdzić czy mimo nich i tak przy nim możesz przeżywać radość. Dziecko pomimo swoich wad wywołuje w nas radość: jest spontaniczne szczere, przez co wywołuje w nas radość. Mimo całego naszego zmęczenia czujesz radość, gdy i ono się cieszy. To jest kolejna oznaka miłości radość.

Szacunek, brak oczekiwania i radość.

Będąc z daną osoba powinniśmy czuć radość w oku i sercu, będąc sobą nikogo nie udając. Nie możesz starać się być inna niż jesteś, masz być sobą jak przy swoim dziecku. Jeśli facet chce odejść niech idzie, jeśli nie czuł radości w oku i sercu będąc z tobą. Niech idzie szkoda czasu dla niego.

Ty w tym czasie się zastanów jak możesz sprawić radość sobie. Co lubisz robić? Jak lubisz jeść salami to jedz salami, jak lubisz jeździć na rowerze to zrób to. Bądź szczera sama ze sobą. Musisz nauczyć się żyć dla siebie. Spotykać ludzi nic od nich nie oczekując, skup się na tym czy było fajnie, co ci sprawiło radość, gdy byłaś z ta osoba. Rozmowa, wspólne jedzenie, jazda na rowerem, czy wspólne gotowanie. Przezywaj chwile i pozwól jej odejść. Gdy osoba odejdzie, a też czuła radość w oku i sercu, to zatęskni i sama będzie chciała się z Toba jeszcze raz spotkać. Nie zmieniaj swoich planów pod dana osobę, nie warto. Miej szacunek do siebie i do swojego czasu. Zaproponuj pierwszy wolny termin albo się zgodzi albo nie. Gdy komuś zależy na tobie to poczeka. Nie oczekuj by osoba zachowywała się w konkretny sposób tylko wczuj się jak się przy niej czujesz czy się spinasz, czy jesteś sobą, czy udajesz kogoś innego.

Gdy nie jesteś sobą, to znaczy ze grasz i udajesz kogoś, kim nie jesteś. Wtedy przyciągasz osobę, która dokładnie robi to samo. Przyciągniesz pozoranta. To zawsze się kończy rozczarowaniem.

Wiec bądź sobą, mężczyzna musi Cię zaakceptować jak dziecko z wszystkimi twoimi wadami. Dziecko Kocha cię nie zależnie ile warzysz, czy jak się ubierasz, czy masz makijaż czy nie. Kocha cię za to ze jesteś sobą ze nikogo nie udajesz. Ze związkami z druga osoba jest tak samo. Najpierw musisz być szczera i prawdziwa dla siebie, pokochać siebie, jaka jesteś naprawdę. Szanować siebie i swój czas. Sprawiać sobie radość w drobnych rzeczach, na co dzień i cieszyć się z tego jak dziecko – zasługujesz.

Gdy lubisz dostawać kwiaty kup je sobie, jak wolisz dostawać je od kogoś z dedykacja, że jesteś wspaniała wyślij je sobie pocztą kwiatowa. Nie oczekuj ze ktoś będzie spełniał twoje życzenia, sama zacznij je spełniać, chociaż te drobne i ciesz się z tego. Zycie masz tylko jedno –zasługujesz na to. Gdy lubisz pic kawę w kawiarni to umów się z koleżanką na tą kawę. Nie czekaj aż ktoś zacznie zgadywać i spełniać twoje życzenia – ty jesteś od tego i tylko ty wiesz, czego naprawdę potrzebujesz. Zadbaj o sienie i zacznij się uszczęśliwiać. Bądź wdzięczna za każdą przyjemność, którą sobie spełniasz. Naucz się dbać o siebie. Radość zawsze przyciąga miłość.

Zobaczysz siebie oczami twojego dziecka. A szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Wtedy inni tez będą ciebie tak spostrzegać.

Tak zarobiliśmy sesje na: Jak pokochać siebie?

Gdy mamy zablokowaną miłość te ćwiczenia są bardzo trudne do realizacji. Dopiero podczas sesji widać, jakie blokady trzeba przezwyciężyć. Ale warto.

Tereska pracowała nad sobą, nad miłością i radością do siebie i odkryła siebie na nowo. Tak w momencie, gdy niczego nie oczekiwała, tylko cieszyła się chwilą przyciągnęła do siebie idealnego partnera i są ze sobą do dziś.

Zadziwiające jak często zablokowani jesteśmy na miłość. To dla mnie wtedy było nowe doświadczenie, jak boimy się miłości. Uświadomiłam sobie że nie tylko nad tymi tzw „złymi emocjami musimy pracować, ale także uczyć się otwierać na te „ dobre”. Kierujmy się szacunkiem i radością.

Pamiętajmy: Tam gdzie nie ma szacunku tam nie ma miłości. Radość przyciąga miłość.

Dopiero jak będziemy czuć radość w oku i w sercu nasze serce będzie gotowe na przyjęcie miłości.

Niech was Bóg pobłogosławi Boska Miłością, by każdy z nas mógł się otworzyć na szacunek i miłość do siebie, a następnie na cały świat.

Tego wszystkim życzę

Aga.

 

 

Co to jest miłość? Jak ją znaleźć?

Miłość – łatwiej będzie napisać co nią nie jest. Na pewno nią nie jest związek oparty na przemocy i wykorzystywaniu drugiej osoby. Na pewno jej nie ma tam gdzie jest alkohol i jakiekolwiek uzależnienie. Na pewno jej nie ma tam gdzie jest zazdrość. Tak, zazdrość nie jest przejawem miłości innej osoby do nas. Na pewno jej nie ma tam gdzie jest lęk, gdy boimy się reakcji naszego partnera czy partnerki. Na pewno jej nie ma tam, gdzie ktoś wypomina nam to co nam dał lub dla nas zrobił. np.: zobacz a ja Cię zabrałem do restauracji. Widzisz jak Cię Kocham? Tak, tam na pewno nie ma miłości.

Często nasze związki są oparte na uzależnieniu, lęku, manipulacji do tego stopnia że nawet tego nie zauważamy.

Miłość – to radość, harmonia, spokój, poczuje jedności i przynależności do świata.

Jeśli nie wiesz co to jest Miłość!Kieruj się szacunkiem!

Zapamiętaj! Tam gdzie nie ma szacunku, tam też nie ma miłości!

Pytanie jakie sobie powinniśmy zadać, gdy się zastanawiamy czy jesteśmy w udanym związku.

Nie powinno brzmieć: czy on mnie Kocha?

Tylko : czy on/ona mnie szanuje?

Tam gdzie nie ma szacunku, nie ma też miłości!

Kieruj się szacunkiem, tam gdzie znajdziesz szacunek znajdziesz i miłość.

Tam gdzie nie ma szacunku, nie ma też miłości. Tam czeka na Ciebie tylko rozczarowanie. To nie miłość nas boli, tylko rozczarowanie.

Mówimy wtedy cierpię z Miłości, bo ona mnie nie kocha. To nie prawda. Cierpimy z rozczarowania. Nie dlatego ze miłość nas zraniła, tylko dlatego że nazywaliśmy miłością coś co nią nie było. To zawsze kończy się rozczarowaniem. Prawdziwa miłość jest zawsze wzajemna.

Pozdrawiam z miłością Aga

wiosna lubniewice 016